Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzinnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzinnie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lipca 2012

Laurka i kwiatki

Na wspomniane wcześniej zakończenie roku Zosia przy naszej pomocy solidnie się przygotowała. Rano Tata pojechał po kwiaty, a my już wcześniej zrobiłyśmy laurkę i broszki dla Pań. Zosia pomagała szyć wbijając i ciągnąc igłę, wcześniej powycinała część filcowych kółek i trójkątów. Okazuje się, że nawet 3,5 latka/latek może z niewielką pomocą rodziców "szyć". 

Znacie "Bardzo głodną gąsienicę" "Od stóp do głów" i inne książki Erica Carle? Ich prostota jest ich siłą i urokiem, Hania namiętnie ćwiczy kiwanie głową jak pingwin, klaskanie jak foka, szczerzy zęby ostre i pręży bary, zabawa jest przednia, a śmichów i chichów co niemiara. Już dawno Zosia zrobiła kolorowe papiery podobne do tych wykorzystywanych w kolażowych ilustracjach z tych książeczek, ale jakoś nie było/ ani okazji, ani chęci aby je wykorzystać, w końcu się udało, niestety zapału wystarczyło na jedną zbiorową laurkę. Do środka wkleiłyśmy życzenia i gotowe :)



niedziela, 17 czerwca 2012

Smok i spółka

Posiłkuję się dzieckiem, wyręczam się nim w kolejnych postach...no niestety moje rysunki leżą rozgrzebane, a że sporo rzeczy nawarstwiło się nie wiem kiedy znajdę na nie chwilę. Tymczasem wspominany przeze mnie Smok i Wóz strażacki ( tata pomagał, a w zasadzie nie mógł się powstrzymać przed kolorowaniem).

środa, 13 czerwca 2012

Motylek

Dzień dziecka był pełen atrakcji przedszkolnych, jednym z nich był "Krepinowy Bal" Zgodnie z powierzonym nam zadaniem Zosia wystrojona została w krepinowy strój. Wybór padł na Motylka, oczywiście nie mogło zabraknąć róziu i to duzio ;)

 
 

Na dokładkę kot i wersja pobalowa ;)

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Misie

Kontynuując temat postępów rysunkowych Zosi przedstawiam dwa Misie. Zosiowy narysowany własnoręcznie, Tata pomógł jedynie pokolorować głowę. Ponieważ Hania też by chciała, a nie umi, Tata poratował drugim Misiem. 

Na publikację czeka smok Wawelski, Straż Pożarna i wiele innych, ależ jesteśmy dumni :)


Zosia przedstawia :)
 

piątek, 1 czerwca 2012

Dzień Dziecka - życzenia

Witajcie Kochani! 
W ten szczególny, wyjątkowy dzień życzymy Wam samych szczęśliwych dni, pełnych uśmiechu, radości prawdziwie dziecięcej i szczerej. 
Pielęgnujmy naszych Malutkich i Malutkich w Nas Samych.

To niesamowite kiedy pojawia się człowiek, malutki, pachnący, płaczący, bezbronny, niezdarny, takie małe słodkie zwierzątko. Parę dni temu na świat przyszedł mój bratanek Stasio, którego gorąco pozdrawiamy i mamy nadzieję, że jest już w domu z Tatą i starszą Siostrą. Stasio będzie rósł jak wszystkie dzieci szybciej niż byśmy chcieli, codziennie będzie zaskakiwał swoich rodziców, że czas płynie tak szybko. Coraz szybciej, przy każdym kolejnym dziecku i chyba z każdym rokiem. Jego rodzice pewnie jak to rodzice będą coraz więcej od niego oczekiwać i marzyć, jak to będzie chodził, biegał, czytał, pisał, potem będą żałować, że nie leży spokojnie w miejscu jak wtedy gdy miał miesiąc czy dwa ;)

Chcemy aby nasze dzieci tak szybko dorosły, tak wiele się nauczyły najlepiej teraz już, zaraz, za chwilę. 
Mali  Duzi, Mądrzy a tacy Głupiutcy...a przecież dzięki Nim sami odkrywamy w sobie coraz to nowe wspomnienia i okruszki dzieciństwa i dziecięcości. Pielęgnujmy je, a wtedy więcej zrozumiemy, więcej zobaczymy, częściej będziemy się cieszyć, a świat będzie prostszy :) Nie popędzajmy czasu...i tak płynie zbyt szybko, a Nasi Mali staną się Duzi już zaraz, za chwilę, za moment...

Ściskamy Was gorąco.


piątek, 18 maja 2012

Foka, lew i inne stowry

Czy potraficie sobie wyobrazić jak tacy jak my czekają, aż dzieci zaczną rysować coś konkretnego ;) Bardzo czekamy i bardzo się cieszymy ze wszystkich kroków milowych stawianych przez nasze pociechy. Zosia zaczęła rysować, Hania przestała jeść kredki. Prace powstają w różnych kategoriach i technikach. Dzisiaj prezentujemy znikopis :)



niedziela, 8 kwietnia 2012

Śmigus dyngus

Chociaż nigdy takiego nie przeżyłam zawsze śmigus dyngus będzie kojarzył mi się wiejsko ;) Z drewnianą chatą, pobieloną i podpruchniałą, wiadrami wody, słońcem, zielenią i prawdziwą wiosną. Nie wiem czy taki obrazek zobaczyłam w filmie czy w marzeniach, bo jakoś ostatnio wielkanocne święta są bardziej deszczowe, pochmurne, mroźne lub po prostu zimne.
Wam życzymy mokrego Dyngusa, nasz będzie raczej suchy z braku entuzjazmu Panienki starszej, a co za tym idzie wielkiej szansy na salwę rozpaczy nie śmiechu na widok strumieni wody ;)

Taką chatę zmalowałam ostatnimi czasy na zamówienie pewnej Pani. Tutaj przed paroma ostatnimi poprawkami. Bocian się wybielił, buda lewituje ale i tak poprawia mi nastrój dzisiejszego dnia.


sobota, 7 kwietnia 2012

Alleluja!

Wesołych i spokojnych Świąt!!!
...przede wszystkim zaś zdrowych, czego nam tradycyjnie już zabrakło... 



Oprócz tego, że robak zarazków, wirusów i zaraz nadal nam nie odpuszcza i Zosia choruje w trybie dwutygodniowym, 2 tyg w domu 2 tyg w przedszkolu z czego 1,5 tyg to kolejna adaptacja i dawanie Paniom do wiwatu...oprócz tego co złe co nie co jest też dobrego ;) Zosia po raz pierwszy narysowała mnie czyli MAMĘ, pojawił się też ostatnio rekin, dom, autobus i wiele innych. 
Fototapeta zaś zawisła, a w zasadzie została przyklejona i podobno wygląda świetnie, co za tym idzie choć jeden kamień  spadł mi z serca :)

poniedziałek, 26 marca 2012

Kolorowo kwiatowo

Wiosna w pełni. Jest cudnie kiedy można większość dnia spędzić na dworze i nie mieć wyrzutów sumienia, że się nie robi tego czy tamtego, a i tak praca idzie szybciej i sprawniej. Czyżby fototerapia ;) Mięliśmy cudowny weekend, aczkolwiek Zosia przybrała nowe oblicze, dostała przyśpieszenia, buzia jej się nie zamyka, biega, skacze i nie może usiedzieć w miejscu...jestem w szoku i jestem pełna podziwu dla rodziców dzieci które tak mają na codzień...mam nadzieję, że nie okaże się iż będę pełna podziwu sama dla siebie i Zosi nadpobudliwość minie.
Nie wiem czy kiedyś wspominałam "kochamy Park Skaryszewski". Niestety okazało si, że teraz kochamy go trochę mniej. Stajnia POCIECHA została przeniesiona, akurat w momencie kiedy Zosia wyraziła gotowość pierwszej przejażdżki na Pączku. Zniesmaczeni nową lokalizacją pojechaliśmy ją sprawdzić i sprawdzić czy gotowość nie zmieni się w płacz, histerię, fochy tudzież awanturę. Na szczęście miejsce okazało się cudowne w sąsiedztwie naszej nowej spacerowej lokalizacji - ścieżki nad Wisłą i w pobliżu ZOO, a gotowość zaowocowała pierwszą w życiu przejażdżką konną Zosi z uśmiechem od ucha do ucha, z głaskaniem końskiej grzywy i w ogóle och i ach.

A potem dotleniona, aż za bardzo popełniłam kolejną łączkę która wraz z poprzedniczką ma nadzieję i plan zamieszkać w Londynie :)

środa, 1 lutego 2012

Tort urodzinowy

Będzie sentymentalnie i osobiście...a to wszystko przez Tort.

Hani urodziny były już bardzo dawno wszak jest panienką sylwestrową, jednak przez ciągłe choroby jak nie jednej to drugiej świętowanie tej uroczystość przeciągnęło się, aż do ostatniej soboty. Hania świeczkę dmuchała co najmniej 4 razy i całkiem nieźle sobie z tym radziła. Nie wiem kiedy czas nam upłynął, nie wiem kiedy ona tak urosła, ale tego nie wiedzą i nie rozumieją wszyscy rodzice. 

Staram się, bo lubię i tak robiła moja Mama torty i ciasta piec sama. Mama mnie tego nauczyła i tutaj właśnie zacznie się ta sentymentalno - osobista część. 
Kiedy dziewczynek nie było jeszcze na świecie zawsze chciałam mieć choć jedną, bo przecież będziemy się tak kochać jak ja kochałam moją Mamę, która odeszła...w tym roku minie już 10 lat...Jednak kiedy okazało się, że jestem w ciąży bardzo chciałam Stasia. Chłopiec wydawał mi się prostszy w "obsłudze" i raczej prawdopodobieństwo zamiłowania do róziu byłoby znikome. Ale padło na Zosię i wtedy przypomniałam sobie powód dla którego tak bardzo chciałam mieć córkę...Chciałam móc stworzyć z nią taką relację jak z moją Mamą. Przede wszystkim jednak najważniejsze było pieczenie ciasta, a konkretnie biszkoptu. Jeszcze w naszym mieszkaniu w bloku, z żółtymi jak słońce szafkami kuchennymi zaczęła się moja przygoda z kucharzeniem. Ile miałam lat nie wiem, pewnie tyle co Zosia...Mama zawsze lubiła gotować i przede wszystkim piec, a ja pomagałam ile mogłam. Co najważniejsze Mama pozwala mi na to, zawsze chciała mojej pomocy i zawsze dawała duży kredyt zaufania i samodzielności. 
Moje najwspanialsze wspomnienie sprowadza się do stopnia zaawansowania w pracach kuchennych mierzonego ubijaniem białek na biszkopt ;) Dziwne? 
Kiedy zaczynałam pomagać mogłam trzymać mikser, który ubijał białka, Mama kończyła resztę. Z czasem Mama rozbijała mi jajka i pozwalała oddzielić białko od żółtka, cóż to była za odpowiedzialność, przecież trochę żółtka w białku i wszystko na nic ;) Kolejny stopień wtajemniczenia pozwalał jajko stuknięte przez Mamę, rozdzielić i oddzielić białko od żółtka, ostatni obejmował wszystkie czynności około jajeczne plus całe ciasto. Nie wiem kiedy zaczęłam torty robić sama. Fakt, że przez kilka lat z rzędu był to jeden i ten sam ananasowo - kokosowy, chyba nikomu nie przeszkadzał...Pamiętacie go? Ja pamiętam kręcenie kremu w brązowej makutrze, na krześle, na którym lepiej było usiąść przodem do oparcia i tam między nogami, a oparciem ustawić miskę z masłem i kręcić, kręcić, kręcić... 

Historia z jajkami przypomniała mi się kiedy piekłam biszkopt na Hankowy tort, a Zosia mi nie chciała pomagać;) Tort wyszedł pyszny moim skromnym zdaniem i na pewno kiedyś powtórzę taką kombinację czekolady, pomarańczy i śmietankowego kremu mniam, a wyglądał tak.



Zosia oczywiście od kiedy zaczęła karierę przedszkolaka i ma kuleżanki mówi " Mój ulubiony kolor to różowy" Proponuje "Pojedźmy do malarza i przemalujmy samochód na różowo" 
Cóż przeszkadza mi to mniej niż myślałam, a dzieci w tym kolorze wyglądają wyjątkowo urodziwie, więc ja też lubię róziowy ;) już tylko szafa Zosi jeszcze się broni...

wtorek, 31 stycznia 2012

Kartka na dzień Babci i Dziadka

Takie oto życzenia Zosia składała Dziadkom z okazji ich święta.
Ponieważ zdarzył się cud i Zosia uczestniczyła w przedstawieniu zorganizowanym w przedszkolu dziadkowie dostali również drobne upominki, dziadek trzy krawaty, babcie po kwiatku. Udało się także powiedzieć wierszyk, a dziś nareszcie Zosia powiedziała " Od dzisiaj już lubię przedszkole" byleby teraz dobra passa zdrowotna nie skończyła się i dała szansę utrwalić w małej Zosinej główce to stwierdzenie.

niedziela, 22 stycznia 2012

Ryby

Jak już wspominałam dłuuuugie godziny mijają Zosi na rysowaniu z Tatą. Stół wygląda po tym niczym pobojowisko, kartki walają się we wszystkich możliwych miejscach. Nie sposób byłby tych wszystkich rysunków zachować...a selekcja jest dla mnie zawsze bardzo trudna. Dlatego zostają prace naszym zdaniem wyjątkowe i przełomowe. Ta raczej do takich nie należy, ale Zosia była z niej bardzo dumna. Nowe kredki - pastele olejne zwane przez nas magicznymi potrafią zająć Panienkę na długo, kiedy to starannie i wytrwale bardzo kolorowo koloruje.

piątek, 14 października 2011

Zosia :)

Zosia jakiś czas temu "zraziła" się do rysowania. Był to nasz błąd, ponieważ zawsze rysowaliśmy razem z nią i zaczęło się "Ja nie potrafię Ty narysuj" "Nie umiem" itd. 
Ostatnio jedno z ulubionych zajęć to rysowanie, malowanie, przyklejanie kulek z bibuły  ( gdyby jeszcze można było kupić gotowe kulki ... ) zajmuje ją na długo i nie potrzebuje wielkiej asysty rodziców. Zaczęła też używać więcej niż jednego koloru i rysować konkrety ;) Sam z siebie, a właściwie z Zosiowej głowy stworzył się cykl podniebny. Dumna jestem i nie ukrywam, że cieszę się z tych zainteresowań ;)

Księżyce i gwiazdki ( mama rysowała kształty gwiazdek )

Gwiazdka która w trakcie zamieniła się w słońce



Tęcza 

środa, 16 lutego 2011

Dziewczynki

Pewien przemiły kuzyn pożyczył nam obiektyw do aparatu, który zresztą sam nam wcześniej podarował, wymieniając swój na nowszy, lepszy i w ogóle. Wprowadził nas w nie małe zakłopotanie, tym bardziej, że okazji do robienia zdjęć było niewiele, a pokładano w nas nadzieje. Do zdjęć domowych, a taki był nasz tryb życia przez ostatnie pół roku, sam aparat to za mało, ale taki obiektyw zmienia sytuację o 180 stopni :)  Mąż się cieszy bo ma kwestię prezentu na urodziny żony z głowy, o ile przez półtora miesiąca nie zapomni, co to on też miał mi podarować ;)
Zosia
Hania

piątek, 14 stycznia 2011

środa, 5 stycznia 2011

Hania

31.12.2010 o godzinie 22.25 na świat przyszła Hania witał ją personel Szpitala na Solcu w kolorowych czapeczkach na głowach i przeszczęśliwi  rodzice. 
A oto sylwestrowa panienka: